Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lutego 2025

Rok blogowania za mną a droga do spełnienia marzeń coraz bardziej przejrzysta.

Jedenaście lat temu, dokładnie o tej porze, chodziłam ulicami Kuala Lumpur rozpoczynając moją samotną wyprawę po Malezji i Indonezji. 


Trzynaście lat temu zostawiłam pracę w banku oraz moje świeżo kupione mieszkanie i przeniosłam się do Wrocławia zmieniając bank na IT a mieszkanie na wynajmowany pokój. To dopiero była dziwna i niepojęta decyzja! Takie miałam wszystko poukładane, stabilna praca, mieszkanie z pięknym widokiem na pół miasta, kredyt bez widoku, ale za to z perspektywą na trzydzieści lat... Wiodłam beztroskie życie, oszczędzając na Nowy Jork i organizując najlepsze imprezy w mieście (takie krążą legendy) dla mojej paczki znajomych. Kiedy wyjeżdżałam, najbardziej szkoda mi było tego grona wesołych i pomocnych ludzi wokół mnie. Mimo tego przyjemnego życia potrzeba wyzwań i dążenia do czegoś więcej była silniejsza.
  
Rok później siedziałam w wynajmowanym pokoju mojej siostry w Wielkiej Brytanii czekając na pierwszą pracę w tym kraju i nie mając pojęcia jaki skok zrobię przez nadchodzące lata. Był to również czas, kiedy rozpoczynałam pisanie tego bloga. 

Jak się okazuje, na przestrzeni lat, wiele wywrotowych decyzji podejmowałam na początku roku. Takie szalone decyzje, które można by skomentować krótkim "odbiło jej". Teraz również poczułam, że coś mnie nosi, że potrzebuję jakiejś radykalnej zmiany i "odbicia" w stylu "rzuć wszystko i pojedź w Bieszczady". Tak jak pisałam wcześniej, brak słońca wyjątkowo dał mi się tej zimy we znaki i straciłam wenę do działania. Tym razem nie będzie zmiany o 180%, ponieważ mamy określone cele, których chcemy się trzymać. Jedynym szaleństwem, na jaki sobie pozwoliłam i na co Mąż z dobroci serca się zgodził (wiedząc jak mi to potrzebne a jednocześnie jak nie mamy na to środków), było wykupienie lotu na południe Włoch. Za dwa tygodnie lecimy (w końcu!) poszukać słońca we Włoszech i oderwać się od ponurego nastroju. 

Jak to Mąż ostatnio przypomniał "co było a nie jest, nie pisze się w rejestr". Nie ma co wracać do tego co było tylko trzeba działać z tym, co jest dzisiaj. Dlatego właśnie w ostatnich tygodniach ułożyłam mniej lub bardziej konkretny plan, aby przybliżać się do powstania kawiarni, tym samym oddalając od pracy w korporacji. O tym napiszę w kolejnym poście, bo za dużo wątków mam w głowie, a nie chcę wprowadzać chaosu.

Wracając jeszcze na chwilkę do przeszłości, dokładnie przed rokiem postanowiłam reaktywować mojego bloga. (Ten post miał być właśnie o tej rocznicy a wyszły wspominki). Przed wznowieniem, długo zastanawiałam się czy ma to sens, czy będę miała o czym pisać, czy ktoś w tych czasach jeszcze czyta blogi. Obawiałam się, że skoro aktualnie moje życie jest całkiem przyziemne, nie obfituje już w egzotyczne wyprawy czy spektakularne zmiany to, czy jest sens zaczynać i cokolwiek pisać. Wiadomo, strach ma wielkie oczy, a najczęściej boimy się czegoś, co nigdy się nie wydarzy. Cieszę się, że przełamałam te obawy i pisałam. Tematy się znajdują, ponieważ kreatywność rośnie wraz z działaniem, a ludzie czytają. Szczególnie niektóre posty spotkały się z waszym uznaniem, dostałam informację zwrotną, że identyfikujecie się z tym co piszę i moje artykuły do was trafiają. Świadomość, że tym co piszę mogę was poruszyć, dać do myślenia lub nakłonić do wprowadzenia pozytywnych zmian w życie, daje mi największą satysfakcję. Nawet jeśli z czymś się nie zgadzacie i w duchu protestujecie, to jest to moim sukcesem. Przecież na tym powinna polegać zdrowa dyskusja i wymiana zdań. Na wypowiedzeniu swoich poglądów bez przekonywania na siłę, że mamy jedyną słuszną wizję świata. Na otwartości na różne spojrzenia drugiego człowieka. 
Przy okazji, jeśli podobają wam się moje teksty, pamiętajcie proszę o udostępnianiu ich w mediach społecznościowych. Zależy mi na tym, żeby dotrzeć do jak najszerszego grona.
Życzę sobie, aby kolejny rok przyniósł jeszcze ciekawsze tematy i jeszcze więcej satysfakcji, no i oczywiście więcej czytelników.

Tyle wspomnień na dzisiaj. Kolejnym razem będzie o podnoszeniu poprzeczki i nowych projektach.


wtorek, 31 grudnia 2024

Na odchodne

 Zanim się dobrze obejrzeliśmy minął nam rok 2024. Zaraz strzelać będą korki od szampana, zaszeleszczą tiulowe sukienki, zastukają kieliszki. Fajerwerki pewnie nie wystrzelą, bo fajerwerków już puszczać nie wypada. W tych czasach dbamy bardziej o zwierzęta niż o ludzi, o nasze psy niż dzieci. Idąc w tym kierunku za parę lat korek od szampana też będzie zakazany - bo hałasuje. Hałasu faktycznie nie znoszę, natomiast fajerwerki uwielbiam, szampana też bardzo lubię. Uważam, że dbałość o dobrostan zwierząt można by było rozwiązać w inny sposób, na przykład eliminując tzw. bomby i korsarze a pozbawiać nas przyjemności oglądania rozświetlonego nieba.  Szkoda mi, że chociaż raz w roku nie można zobaczyć porządnego pokazu. Jednocześnie zastanawiam się, kto stanie w naszej obronie i zadba o wyciszenie świata. Nikt nie broni ludzi przed hałasem, który nas ciągle otacza. Przed muzyką i reklamami puszczanymi na cały regulator ze sklepowych głośników, przed piszczeniem kas, lodówek i mikrofali na stacjach benzynowych. Nikt nas nie chroni przed dźwiękami wydawanymi kilkukrotnie przez sprzęty domowe, przez taką pralkę, która daje trzykrotnie znać, że skończyła miętolić galoty. Czy oczekuje, że od razu pobiegnę i ją pochwalę jak dobrze się spisała? Nikt nie chroni nas przed reklamami, które specjalnie są puszczane głośniej, na wypadek gdybyś zapomniał, że od dziesięciu lat na czyszczenie uszu, polecają niezmiennie akustone. Nikt nie chroni nas, ani naszych dzieci, przed zbyt głośno oglądanym filmem czy bajką, zwłaszcza w kinie. Nie mówiąc już o tym, że gdy mieszkasz w bloku to nikt nie chroni przed trzaskającymi drzwiami, dzwiękami wentylatorów, wody spuszczanej u sąsiada a nawet reklamy akustone, która właśnie wyświetlana jest na jego telewizorze. Te przykłady można by mnożyć, tym, którzy mają większą wrażliwość pozostaje próba ochrony na własną rękę. Z mojej obserwacji wynika, że większość ma to w nosie, więc chyba tylko ja mam problem. Może Ci ludzie mają łatwość wyłączania tego co w tle, a może nie łączą kropek i nie widzą, że taki hałas jest źródłem poddenerwowania i stresu. Nie wiadomo. 

Ten post wcale nie miał być o hałasach a o kończącym się roku. Nie miał być też długi, bo gdy szykować trzeba kreację lub coś do jedzenia, czasu na czytanie brak. 
W tym poście chcę zadać Wam, drodzy czytelnicy, pytanie o odchodzący 2024. Jak go oceniacie? Czy był to rok dobry i godny zapamiętania, czy chcecie o nim jak najszybciej zapomnieć?  Czy ten rok był dla Was łaskawy? A czy Wy sami byliście łaskawi dla siebie i swego otoczenia? Czy wystarczająco dbaliście o swoje dobre samopoczucie, znajdowaliście czas na odpoczynek i sprawianie sobie radości? Pewnie pamiętacie, że dbanie zaczyna się od siebie, lecz jak to Wam wychodzi w praktyce? 

Z czego jesteście dumni w tym kończącym się roku, co udało Wam się osiągnąć? Czym możecie się pochwalić, chociażby sami przed sobą? A co zrobiliście pierwszy raz w życiu? 

Lubię robić sobie takie podsumowania szczególnie wtedy, gdy nie wszystko poszło zgodnie z planem. Gdy wydaje mi się, że mogłam zrobić więcej, bardziej się postarać czy włożyć więcej wysiłku. Rokrocznie tworzę listę, żeby docenić to co przyszło, co się udało, jakie umiejętności zdobyłam lub życiowe lekcje odrobiłam. Bo planować możemy dużo a wszechświat ma być może inną dla nas drogę, więc nie jest ważne jeśli coś się nie udało, ważne, że działaliśmy. Fajnie jest spojrzeć na miniony czas i wydarzenia z dystansem i podziękować za to co było, w takiej formie w jakiej to otrzymaliśmy, nie w tej idealnej czy zaplanowanej
. Napełnić się energią wdzięczności, aby w kolejnym roku przyciągnąć jeszcze coś lepszego.

Nie będę tu dzielić się wszystkim co 2024 rok przyniósł, bo zastałaby mnie północ. Mogę napisać o kilku moich pierwszych razach: pierwszy raz zrobiłam uszka i pierogi, upiekłam tort i wygrałam konkurs na reportaż. Pierwszy raz moje prace wisiały na wystawienie. Pierwszy raz byłam w Lublinie i Rzeszowie a przede wszystkim w Dzikowcu, skąd pochodzi moja babcia. Pierwszy raz dowiedziałam się tak dużo o moich przodkach, to było cenne doświadczenie.
Dobry to był rok, spokojniejszy niż poprzednie lecz obfitujący w wiele podróży wgłąb siebie, w rozwój osobisty, w rozwój naszego domu i naszej przestrzeni.

Czy żegnacie ten stary już rok z poczuciem zadowolenia i spełnienia? Mam nadzieję, że tak! Oby kolejny był równie dobry a nawet lepszy.


Szampańskiej zabawy i do siego roku!


Szczęśliwego Nowego Roku!
Wystrzałowej zabawy!


wtorek, 12 lutego 2013

Hartowanie ciała i ducha

Często zastanawiam się dlaczego w tak rozwiniętym kraju nikt nie wpadł na pomysł połączenia kranów z ciepłą i zimną wodą w jeden wspólny. Pewnie wpadł, ale uznał to za zbędny luksus i tak w większości angielskich domów odkręcasz jednocześnie dwa krany, jeden z lodowatą a drugi z bardzo gorącą wodą. Masz ją nałapać i wymieszać w dłoniach czy dla zdrowotności raz chłodzić ciało a raz rozgrzewać? Wolność wyboru.

Jeśli natomiast jeden kran przecieka i jest na stałe zakręcony to codziennie mrozisz twarz wywołując wspomnienia. Miłe wspomnienia letniego obozu w górach, porannej gimnastyki i mycia się w strumyku pod lasem. Nie pozostaje nic innego jak się uśmiechnąć. Po pięciu dniach takie wyobrażenie nadal działa ;)
Pod prysznicem nie jest lepiej, co prawda tylko jedna słuchawka ale i bojler, z którego woda przelatuje z naprzemiennie skrajną temperaturą. Lód, wrzątek, lód, wrzątek. Miłe wspomnienia jeszcze się nie pojawiły.

Hartowanie ciała, pobudzanie wyobraźni, mniejsze zużycie wody, bo już nie zapominasz o bożym świecie biorąc ciepły przyjemny prysznic, same zalety.