| W tym roku, chcę mieć jeszcze więcej kwiatów wokół siebie. |
O dążeniu do życia zgodnego z głosem serca. O życiu w wielkim mieście a obecnie na wsi. O podróżach w głąb siebie. O sztuce, pięknie i przyrodzie.
poniedziałek, 6 stycznia 2025
Królu złoty!
wtorek, 31 grudnia 2024
Na odchodne
Ten post wcale nie miał być o hałasach a o kończącym się roku. Nie miał być też długi, bo gdy szykować trzeba kreację lub coś do jedzenia, czasu na czytanie brak.
W tym poście chcę zadać Wam, drodzy czytelnicy, pytanie o odchodzący 2024. Jak go oceniacie? Czy był to rok dobry i godny zapamiętania, czy chcecie o nim jak najszybciej zapomnieć? Czy ten rok był dla Was łaskawy? A czy Wy sami byliście łaskawi dla siebie i swego otoczenia? Czy wystarczająco dbaliście o swoje dobre samopoczucie, znajdowaliście czas na odpoczynek i sprawianie sobie radości? Pewnie pamiętacie, że dbanie zaczyna się od siebie, lecz jak to Wam wychodzi w praktyce?
Z czego jesteście dumni w tym kończącym się roku, co udało Wam się osiągnąć? Czym możecie się pochwalić, chociażby sami przed sobą? A co zrobiliście pierwszy raz w życiu?
Lubię robić sobie takie podsumowania szczególnie wtedy, gdy nie wszystko poszło zgodnie z planem. Gdy wydaje mi się, że mogłam zrobić więcej, bardziej się postarać czy włożyć więcej wysiłku. Rokrocznie tworzę listę, żeby docenić to co przyszło, co się udało, jakie umiejętności zdobyłam lub życiowe lekcje odrobiłam. Bo planować możemy dużo a wszechświat ma być może inną dla nas drogę, więc nie jest ważne jeśli coś się nie udało, ważne, że działaliśmy. Fajnie jest spojrzeć na miniony czas i wydarzenia z dystansem i podziękować za to co było, w takiej formie w jakiej to otrzymaliśmy, nie w tej idealnej czy zaplanowanej. Napełnić się energią wdzięczności, aby w kolejnym roku przyciągnąć jeszcze coś lepszego.
Nie będę tu dzielić się wszystkim co 2024 rok przyniósł, bo zastałaby mnie północ. Mogę napisać o kilku moich pierwszych razach: pierwszy raz zrobiłam uszka i pierogi, upiekłam tort i wygrałam konkurs na reportaż. Pierwszy raz moje prace wisiały na wystawienie. Pierwszy raz byłam w Lublinie i Rzeszowie a przede wszystkim w Dzikowcu, skąd pochodzi moja babcia. Pierwszy raz dowiedziałam się tak dużo o moich przodkach, to było cenne doświadczenie.
Dobry to był rok, spokojniejszy niż poprzednie lecz obfitujący w wiele podróży wgłąb siebie, w rozwój osobisty, w rozwój naszego domu i naszej przestrzeni.
Czy żegnacie ten stary już rok z poczuciem zadowolenia i spełnienia? Mam nadzieję, że tak! Oby kolejny był równie dobry a nawet lepszy.
sobota, 14 grudnia 2024
Makramy wracają do łask - reportaż o warsztatach z wyplatania sznurkiem.
![]() |
| Praca Marzeny wykonana kilka lat temu. |
![]() |
| Po kilku godzinach pracy moja pierwsza makrama gotowa. |
![]() |
| Doświadczone dziewczyny zrobiły trudniejsze choinki. |
![]() |
| Makrama stworzona przez Marzenę. |
poniedziałek, 9 grudnia 2024
Tornado
![]() |
| Yogi |
sobota, 30 listopada 2024
Filozoficzne rozważania jesienne na temat sensu życia.
![]() |
| Brązowe nawłocie na tle błękitnego nieba. |
wtorek, 12 listopada 2024
Porządki w domu i w głowie lub otwieram sezon świąteczny.
Za oknem listopadowa szarówka, ciężko uświadczyć odrobinę słońca a temperatury lecą w dół niczym ostatnie pożółkłe liście na wietrze. Nawet jeśli zdaży się słoneczny dzień, to po zmianie czasu człowiek pracujący 8h ma małe szanse na załapanie się na zastrzyk endorfiny jakie daje wystawienie twarzy na promienie. Ta bezlistna zgnilizna wpływa na mnie lekko depresyjnie. Marzy mi się wyskok w ciepłe kraje, lecz z końcem roku zarówno pieniądze jak i urlop kurczą się proporcjonalnie do długości dnia, więc wyjazdu nie będzie. Szukam alternatyw na miejscu, w tym roku nawet wcześniej niż zwykle. Taką odskocznią zamiast ciepłego kraju jest dla mnie przekierowanie myśli w stronę Bożego Narodzenia. Aby oderwać się od ponurego nastroju rozpoczęłam już planowanie świąt, bo nic tak nie uwalnia głowy jak plan i działanie.
W tamtym roku postanowiłam, że w Wigilię będę już miała wszystko gotowe i nic poza przygotowaniem stołu nie będę robić, obalę nawet tradycję ubierania choinki w ten dzień i zrobię to wcześniej. Udało mi się to zrealizować i pamiętam, że sąsiadka powiedziała wtedy "spełniłaś marzenie wielu kobiet". Można to nazwać marzeniem, można planem, jednak niezależnie od etykiety, przy odrobinie dobrej organizacji można taki cel łatwo osiągnąć. W tym roku planuję jeszcze bardziej się postarać i wszystko posprzątać tak jak należy, bez pójścia na skróty. Później będzie tak przyjemnie siedzieć w pachnącym, lśniącym i ładnie przystrojonym domu. I nie, nie będę tego wszystkiego robiła z poziomu kury domowej, udręczonej kobiety, która cały dom ma na głowie, kobiety uciśnionej, przykutej do kuchni łańcuchem. (Kto czytał poprzednie wpisy ten wie, uważam w uproszczeniu, że nasza kobieca wolność zaczyna się w głowie a nie w jakiś narzuconych stereotypach). Nie będę tego robiła dla innych, czy z poczucia obowiązku lub "bo tak wypada" czy "co ludzie powiedzą" (ulubione powiedzonko mojej babci ;)). Nigdy nie robię takich rzeczy z poczucia obowiązku czy z tradycji a dlatego, że chcę. Jeśli mi się nie chciało to nie robiłam, bo nic na siłę.
No właśnie, nic na siłę jest ok, ale przeczytałam kiedyś, a później zaobserwowałam na sobie, że jeśli się postaramy, wysilimy i zrobimy coś z chęcią i radością to nagroda jest warta zachodu. W ostatnich latach lansuje się filozofię, że nic nie musisz. I faktycznie sam pomysł jest słuszny, bo przecież mamy wolność wyboru i nikt nie stoi nad nami z batem. Nawet jeśli tym batem są społeczne wzorce to nie musimy ich przestrzegać i np. myć okien bo tak wypada. Uważam jednak, że w odbiorze tego przesłania doszło do nadinterpretacji i popadnięcia w skrajność jaką jest niechlujstwo czy leniswto. Co mam na myśli? Podam prosty przykład ubioru. Dawniej bardzo dużą wagę przywiązywało się do strojów, dopasowania kolorów i faktur, do szczegółów. Pastowało się buty, prasowało ubranie, przyszywało się zwisające guziki, stroje razem z dodatkami, fryzurą i makijażem (a u panów z ogoloną brodą) tworzyły estetyczną całość. Dbało się o wygląd, bo był on wizytówką człowieka. Później nastało rozluźnienie zasad, przełamywanie schematów a na koniec wielki powrót miały leginsy i dresiwo, by zagościć w modzie nie tylko jako strój sportowy czy "podomka" a stała część ulicznego stroju. Gdzieś po drodze, chyba razem z pandemią, zapomniało się o prasowaniu, malowaniu, przyszło takie rozmemłanie i brak dbałości o wygląd. Ktoś może powiedzieć, że to ok, że w niczym nie przeszkadza, bo przynajmniej nie patrzymy już na innych i nie oceniamy, bo jest wolność i każdy ma prawo wyglądać tak jak chce. No pewnie, że ma prawo (chociaż ludzie zawsze oceniają i będą oceniać, zwłaszcza, Ci, którzy nie mają lepszych zajęć). Jednak czy tak bardzo się luzując nie popadamy w marazm i ogólny "tumiwisizm"? Widać to zwłaszcza w małych miasteczkach Anglii, gdzie otaczają Cię przeważnie ludzie ubrani w dresy i piżamy, rozczochrani i poplamieni. Przebywając wśród tej brzydoty tracisz jakąś motywację, chęć żeby o siebie zadbać. Bo skoro każdy chodzi tak jak chce to przecież ja też mogę wyjść w podomce. Pracując z domu też przestałam prasować i się malować. Dopiero niedawno mnie tknęło, że lepiej będę się czuła w wyprasowanej bluzie i w makijażu, mimo, że siedzę w domu. Dotarło też do mnie, że skoro oczekuję od życia tego co najlepsze to nie powinnam chodzić jak lump w jakiejś starej poplamionej bluzie. To temat na inny post, jednak warto się postarać i wyglądać fajnie nawet w domu, bo to wpływa na samopoczucie, a jeśli czujemy się dobrze to i dobre rzeczy do życia zapraszamy. Ryzyko wpadnięcia w kanał nicnierobienia dotyczy każdej dziedziny, ubiór był jedynie dosyć obrazowym przykładem. Dobrze jest się przyjrzeć, w którą stronę poszła nasza interpretacja filozofii "nic nie muszę". Brak podejmowania wysiłku i stawiania sobie chociażby małych wyzwań przynosi w dłuższej perspektywie rozleniwienie, uczucie zawieszenia i sprawia, że jesteśmy zdupiesiali bo nic nam się nie chce. Działanie, prowadzące do przyjemnych rzeczy nakręca nas pozytywnie do kolejnych wyzwań. Ludzie to takie automatyczne zegarki, które w ruchu dostają nowej energii i napędzają do dalszego działania, dlatego warto się mobilizować nawet do drobnych kroczków. Skoro mamy wolność i nic nie musimy to wybierzmy opcję "nic nie muszę, ale chcę i to zrobię bo mi zależy".
Tak jak pisałam, mi też nie zawsze się chciało. Nie chciało mi się prasować, ładnie ubierać, odkurzać i sprzątać. Nigdy nie miałam strasznego bałaganu, ale ciągle odwlekałam sprzątanie bo nie miałam motywacji. Zaczęłam jednak spotykać na swojej drodze zadbane kobiety (i czasami panów), ludzi, którzy mają zawsze błysk w domu a nawet takie dziewczyny, które uwielbiają myć okna (pozdrowienia dla Agi :D). Ok, czasami faktycznie nie wystarcza siły ani czasu. To jest jak najbardziej zrozumiałe i w takim życiowym niedoczasie trzeba dobrze poukładać priorytety by nie zwariować. Jeśli ktoś pada na twarz z natłoku obowiązków, to przede wszystkim powinien wygospodarować czas na odpoczynek a nie na pucowanie domu. Natomiast mój post jest o sytuacji standardowej, kiedy czas mamy (lub wręcz mamy go w nadmiarze skoro np skrolujemy przez media społecznościowe czy oglądamy kolejny serial) a po prostu wpadliśmy w jakiś kanał zobojętnienia i lenistwa tłumacząc sobie, że przecież nic nie muszę. Ja w tym kanale też byłam ale na szczęście znalazłam drabinę i udało mi się wyjść. Teraz z wolności wyboru wybieram dbanie o siebie i o dom.
Co właściwie robi nam porządek w domu, oprócz tego, że jest czysto i przyjemnie? Przede wszystkim sprawia, że patrząc na posprzątane wnętrze czujemy spokój, poukładana i czysta przestrzeń działa na nas relaksująco i wyciszająco. W ładzie nie odczuwamy chaosu. Pewnie każdy miał okazję się przekonać jak rozgardiasz wprowadza do naszej głowy zamęt i jak znika on wraz z posprzątaniem. Patrząc na bałagan czujemy przytłoczenie i poddenerwowanie, ciężko nam się skupić, już nie mówiąc o stresie wywołanym szukaniem czegoś w pośpiechu. Przy okazji sprzątania przed Świętami, warto też zrobić generalny przegląd rzeczy zbędnych, bo nawet nie zdajemy sobie sprawy jak te upchane po brzegi szafy obciążają naszą głowę. Przedmioty, których nie używamy, ubrania, których nie nosimy, stare papiery, zepsute buty, gadżety, zabawki itd. Czy po otwarciu drzwiczek starocie i przydasie wylewają się niczym lawa z krateru? Niech tym razem wyleje się prosto do plastikowego wora i wyląduje na śmietniku lub w pojemniku PCK, niech pozostawi jedynie spokój w głowie i porządek w szafie.
Tak więc zmieniłam swoje podejście i staram się traktować sprzątanie jako wartość dodaną, która niesie dodatkowe, z pozoru niezauważalne korzyści. Wszystko jest kwestią odpowiedniego podejścia a czasami jeszcze dobrej organizacji. Kończę pisać i za chwilę wkraczam do akcji aby odhaczyć kolejne punkty z mojej listy rzeczy do posprzątania przed Świętami. Zostawiam Was w tym, być może kontrowersyjnym, podejściu do tematu, każdy niech odczyta go tak jak mu pasuje. A tymczasem sezon świąteczny uważam za otwarty, wszak 1 i 11 listopada już za nami, więc czas usłyszeć po raz pierwszy najlepszy umilacz świątecznych przygotowań.
czwartek, 31 października 2024
Zwierzęta stadne
Lato minęło bardzo szybko, trochę w ogrodzie, nad jeziorem, na rowerze, lecz przede wszystkim na wielu spotkaniach i wspólnym działaniu. Miałam wrażenie, że nie zdążyłam porządnie usiąść, poleniuchować a nastała jesień i pora była schować ogrodowe meble, klapki i sukienki. Upłynęło kilka miesięcy od ostatniego wpisu i trochę się bałam, że nie uda mi się tu wrócić a blog zostanie przerwany i ponownie zawiśnie na kilka lat. Zależało mi jednak, żeby tak się nie stało, bo oprócz pisania w pamiętniku lubię też pisać do kogoś. Z tego względu, po wielu działaniach, zawirowaniach, jeżdżeniu w tę i we wtę a także po powrocie z długo wyczekiwanego urlopu wracam do pisania. Jesień i zima to też takie miesiące, w których przyjemnie się w końcu zatrzymać i posiedzieć w domu, więc liczę na więcej czasu.
Letnie miesiące spędzone z rodziną, z koleżankami a także na działaniu w lokalnej społeczności przyniosły mi pomysł na temat tego wpisu. Nie od dziś wiadomo, że człowiek to zwierzę stadne i trudno mu żyć samemu w zupełnej izolacji od społeczeństwa. Oczywiście są mniej lub bardziej towarzyskie osoby, Ci, którzy dążą do spotkań oraz Ci którzy ich unikają. Na przykład Mąż twierdzi, że on nie potrzebuje towarzystwa do szczęścia a do mojej obecności jakoś się przyzwyczaił, uroczy jest w swojej szczerości. I faktycznie nie zależy mu na przebywaniu w większym gronie. Ja jestem bardzo ludziolubna i potrzebuję spotkań. Uwielbiam wydawać przyjęcia, zapraszać gości lub organizować wspólne wyjazdy. (Wyobrażam sobie, że w poprzednim życiu wyprawiałam proszone obiady i rauty.) Gdyby nie remont a później dziury w budżecie i nadal nie wykończony dom pewnie częściej spraszałabym gości (O biedny Mąż!). Przebywanie w towarzystwie dodaje mi energii, a że towarzystwo starannie dobieram i unikam ludzi narzekających czy plotkujących, to nie mam problemu z tzw. wampirami energetycznymi, które energię wysysają. Najczęściej z takich spotkań wracam rozpromieniona i szczęśliwa. Może to ja wysysam energię z ludzi ;) Nikt jeszcze nie wnosił uwag, więc chyba nie. Staram się dzielić swoją radością i optymizmem dlatego podejrzewam, że korzyść ze spotkań jest obupólna.
Jedną z większych obaw, jakie miałam przed wyprowadzką na wieś był potecjalny brak ludzi wokół. Zastanawiałam się, czy z Mężem nie będziemy zupełnie sami na środku niczego, czy będziemy mieć towarzystwo. I nie chodzi nawet o to, że nikogo byśmy nie znali, bo w takiej sytuacji byłam nie raz i udawało mi się stworzyć nowy krąg znajomych, myślałam, że w ogóle będziemy na pustkowiu. Wyobrażenia najczęściej okazują się błędne i niespójne z rzeczywistością, tak było również tym razem. Nasz dom położony jest w centralnej części wsi, więc ludzi wokół mamy sporo. Dodatkowo trafiliśmy na miłych i przyjaznych sąsiadów. Przyjęli nas bardzo życzliwie, zawsze pomagają, kiedy tego potrzebujemy, jest z kim porozmawiać i się poradzić. Dalsi sąsiedzi również sprawili, że poczuliśmy się jak u siebie, byli szczerze zainteresowani poznaniem nas i zawsze miło spędzamy z nimi czas. Wiedzieliśmy, że nie jesteśmy tu sami i w razie konieczności mamy na kogo liczyć.
Oprócz sąsiadów jest jeszcze jeden towarzyski aspekt w naszej wsi, mianowicie prężnie działające koło gospodyń wiejskich, do którego postanowiłam dołączyć. Nie mamy co prawda gospodarstwa prawdziwie wiejskiego, z żywym inwentarzem, akrami pól i grządek do pielenia. Nie mamy nawet psa ani kota jednak na wsi mieszkamy, więc do gospodyń wiejskich się zaliczam. Prawda jest taka, że żywego inwentarza to już na wsiach prawie nie uświadczysz, lecz to nie wpis o tym. Od prawie dwóch lat biorę udział w różnych wspólnych przedsięwzięciach i od początku zauważyłam, że przyjemnie jest robić coś w gronie kobiet, mieć wspólne zadanie, cel do zrealizowania. To bardzo mobilizuje, jednoczy i jest jeszcze miłym oderwaniem od domowych obowiązków. Dzięki KGW czuję się częścią społeczności i dodatkowo cieszę się, że robię coś dobrego dla innych dedykując swój wolny czas. Właśnie to robimy najczęściej, tworzymy coś dla mieszkańców aby sprawić im radość lub wesprzeć jakiś szczytny cel. Dobrze jest robić coś bezinteresownie dla innych.
Jeśli chodzi o wspólne działanie w kobiecym gronie i czas spędzony razem to z biegiem lat odkryłam, że babskie towarzystwo jest bardzo potrzebne, nie tylko mi, ale ogólnie kobietom. Właściwie od zawsze kobiety siadały razem, pracowały, rozmawiały, dzieliły się i wspierały. Mam wrażenie, że później przyszła moda na indywidualizm, na wyścig szczurów, przepychanie się do celu i zazdrość bo przecież inna może zdobyć coś przed nami. Być może to nie moda a kwestia dostrzeżenia tego co ważne, co tak naprawdę ma znaczenie. Może chodzi o dojrzałość emocjonalną przychodzącą z wiekiem, poznanie siebie i zrozumienie, że inna kobieta niczego nam nie zabierze bo cała moc sprawcza jest w nas. Zrozumiawszy to, możemy otworzyć się na inne kobiety bez lęku, bez obawy czy zazdrości a z ciekawością i chęcią uczenia się od siebie. Warto docenić korzyści płynące z przebywania w kobiecym kręgu i tworzyć takie babskie zgrupowania.
Jeszcze w Szczecinie, w czasie pandemii, kiedy kawiarnie i inne lokale w większości były zamknięte przyszło mi na myśl, że chcę zacząć organizować cykliczne spotkania dla koleżanek. Chciałam umożliwić nam wspólne spędzenie czasu, pobycie razem, porozmawianie i poprawienie sobie humorów w tym depresyjnym czasie. Nazwałam te spotkania "Podwieczorki u Carli" i sądzę, że okazały się być sukcesem, ponieważ grupa (z pewnymi zmianami w składzie) z biegiem lat zmieniła się w moim odczuciu w zgraną paczkę przyjaciółek. W paczkę, w której można być sobą, gdzie nie ma udawania i przede wszystkim nie ma obgadywania czy zazdrości. Jest pozytywny przepływ energii, wsparcie i inspiracja do zmian. Uwielbiam te nasze spotkania. Po przeprowadzce zastanawiałam się czy uda się utrzymać nasze grono i nadal spotykać. Faktycznie z uwagi na odległość nie widzimy się już tak regularnie lecz w zamian zdaża się nam spędzić więcej czasu naraz podczas wspólnych weekendowych wyjazdów. Mąż chętnie mnie wysyła na zloty i mówi "Jedź, na pewno będziesz się dobrze bawić i wrócisz zadowolona". I tak rzeczywiście jest za każdym razem.
Zamykając powoli ten wpis wspomnę o mojej rodzinie, ponieważ tak jak pisałam, udało nam się spędzić sporo letnich dni razem. Dobry był to czas, z jednej strony przywołujący radosne dzieciństwo z drugiej przynoszący refleksję o nowych rolach jakie mamy w dorosłym życiu i zmiany dynamiki rodzinnej jaka za tym idzie. Może kiedyś podejmę ten ciekawy wątek.
Kończąc teraz rozważania na temat nas, zwierząt stadnych a w szczególności stadnych kobiet zachęcam do wyjścia do ludzi nawet wtedy, lub przede wszystkim wtedy, kiedy zasiedzimy się w domu, pod ciepłym kocykiem. Wtedy, gdy wydaje się, że nikogo nie ma wokół nas albo co gorsza, że wszyscy są nie tacy jak (według nas) powinni. Wychodź z inicjatywą i buduj swoje stadko ludzi, z którymi stworzysz wartościowe, pełne uważności relacje, z którymi wymienisz się dobrym słowem, pozytywną energią czy swoim czasem. Daj kawałek siebie i przekonaj się ile sam możesz w stadzie otrzymać.










